Jak stracić pół tysiąca w 33… kilometry?

08 marca MOJE ŻYCIE

„Posłuchajcie opowieści – hej, heja ho!
Co ładunek grozy mieści – hej, heja ho!”

Witam, w dniu dzisiejszym podzielę się refleksją jak w stracić ponad pół tysiąca złotych po przejechaniu 2×33 kilometrów.

Otóż, w piątek 13, był to ostani miesiąc 13 roku, zamiast iść na lekcje w technikum, pojechałem do odległego o 33 kilometry Kolna, a w zasadzie w okolice do wsi Rydzewo-Świątki i kupiłem tam Fiata Cinquecento, a w zasadzie to FSM Cinquecento z 1993 roku. Byłem tak zafascynowany, że kupuję swoją pierwszą furę, że nie przejąłem się jej stanem technicznym i kupiłem, pierwotnie za 1000 zł, ale udało się zejśćdo 950 zł.

Gdy jechałem w drodze powrotnej, 2x silnik mi się w nim zagotował. Został postawiony najpierw w garażu znajomej, a potem u mechanika w okolice drogi wyjazdowej z Łomży, gdzie powiedziano mi, że naprawa wyniosła by 2 czy 3 razy tyle co wartość samochodu, co było 1. ich kłamstwem. Zaproponowano mi, że zajmą się zezłomowaniem, ale nie będzie żadnych pieniędzy, z tego co było również kłamstwem, zgodziłem się. Potem przez miesiąc mój samochód jeszcze stał na polu poza terenem warsztatu, ale coś mnie tknęło i poczytałem w Internecie o demontażu pojazdów i się dowiedziałem, że za to są pieniądze, ale nie zdążyłem wycofać, bo dostałem listem poleconym tablice rejestracyjne i m.in. zaświadczenie o demontażu. Wysłałem e-maila do firmy, która była podana na zaświadczeniu oraz swoje dane, dowiedziałem się że dali za demontaż samochodu 440 zł oraz że ktoś złożył mój podpis na zaświadczeniu o demontażu.

Wysłałem wtedy SMS do mechaników z prośbą o zwrot pieniędzy, odpisali następujące kłamstwa:

  • zwrócą pieniądze, jeśli ja zapłacę im za miesięczny parking samochodu – prawda była taka, że stał na placu poza ich terenem
  • musieli zamówić lawetę, by do stacji demontażu przewieść Cinquecento – prawda jest tak, że firma demontująca pojazd przyjechała swoją lawetą.

Pojechałem do tej firmy, by przejrzeć dokumenty dotyczące pojazdu. Od razu w moje ręce wpadło upoważnienie, które okazało się być z podrobionym podpisem. Wracając do domu, napisałem SMS’a, że mam skserowany dokument i jadę prosto do Prokuratury. Od razu przyjechał pracownik i przywiózł mi sporne 440 zł, przepraszając. Więc tak o to straciłem 540 zł (1.000 zł wydanych w sumie na samochód, odzyskałem 440 zł, więc 1.000 zł – 440 zł = 540 zł). Poniżej obiekt sporu:

fsmcinquecento1993

Druga historia o stracie, o wiele krótsza

Postanowiłem zakupić sobie tablet, jednakże nie odpowiadał mi on w wersji z Androidem, bo nie lubię wersji 5. na tablecie (na smartfonie jest ok), więc zwróciłem go i zakupiłem identyczny, z tym że na swoim pokładzie posiadał Windows 10 Home, co do moich potrzeb nie było odpowiednie, a zwrot nie został przyjęty. Za tablet, który kosztuje nowy 499 zł, handlarze oferują co najwyżej 300 zł, a zdarzyła się jedna oferta… 200 zł. Nie wiem, jak ta historia się zakończy, bo chce sprzedać go za 400 zł ale jak przez jakiś czas nikt w tej cenie nie kupi, będę musiał więcej stracic.

AKTUALIZACJA 10.03.2016 23:40 – TABLET UDAŁO SIĘ SPRZEDAĆ ZA 350 ZŁ.

12799002_610312455786467_9217436669825661235_n

Powered by WordPress and HQ Premium Themes